Etiopia '2003
Marzec 2003. Przed powstaniem Arbackiego Gogo. Zbiera się grupa 7 facetów skrzykniętych pod patronatem klubu górskiego Annapurna, prawie się nie znających. Wkład Roberta Rozmusa - zdobywcy Everestu - jest tu bardzo istotny, także wyprawa Elbrus 2002 odbyła się dzięki Jego inicjatywie. Dzięki Robert!!!
Uczestnicy
- Mirosław Czwaczka zwany później Sępem
- Roman Abramczuk zwany później Wodzem
- Romuald Deja zwany później Romwell
- Marek Janas zwany później Góru
- David de Rosier zwany później Szpiegiem
- Marian Słowik zwany później Tatą
- Krzysztof Kochanowski
Przebieg wyprawy
Głównym celem wyprawy jest trekking w górach Simen i zdobycie Ras Dashen 4610 - najwyższej góry Etiopii. Etiopia to jedno z najstarszych państw wczesnochrześcijańskich świata, gdzie już w IVw.n.e. powstały zalążki religii, Aksum było jej głównym ośrodkiem. Założone, jak głosi legenda, przez Menelika, potomka królowej Saby i króla Salomona. Ludzie posiadają cechy starożytnych Egipcjan a Kościół Obrządku Koptyjskiego wyodrębniony w IVw.n.e. zachował liczne znamiona wczesnochrześcijańskie, jak obrzezanie i świętowanie soboty. Msze trwają godzinami ale uczestnictwo w całej ceremonii nie jest obowiązkowe. Zwiedzamy Addis Abbabę, by następnie samolotem polecieć do Gonder - dawnej XVII-XIXw stolicy. Ze względu na liczne przypadki po prostu sraczki długo czekamy aż wszyscy będą gotowi do wyjazdu. Jedziemy busem do Debark - bazy wypadowej w góry Simen. Rozpoczynamy trekking, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Wyświetl większą mapę
- I obóz Sankebar 3250 m.n.p.m.
- II Geech Village 3640 m.n.p.m.- pierwsze czterotysięczniki
- III Chenek 3860 m.n.p.m.- gelady, endemiczne małpy z ,,sercem” na wierzchu
- IV Ambiko 3150m.n.p.m.- bar piwny
- V Ambiko po zdobyciu Ras Dashan 4610m.n.p.m. i spotkaniu na szczycie nastoletnich pasterzy kóz, tak, tak. W obozie czekało piwo Ras Dashan, a co?
- VI Powrót do Chenek - Marek i Tato na grzbietach mułów- łapiemy okazję i wracamy do Gonder.
Po zdobyciu szczytu, w Ambiko nastąpiło wydarzenie warte wzmianki, ba warte złotych zgłosek, bicia dzwonów i hymnów, peanów układanych przez wybitnych padołu zwanego Ziemią. Pozostańmy jednak przy mojej relacji.
David - bezkompromisowy abstynent, przyszedł do namiotu gdzie świętowaliśmy sukces racząc się Grant’sem, stanął przed wejściem i cichutko spytał "Czy moglibyście poczęstować mnie odrobinką Whisky, chyba jestem przeziębiony?" Poraziło nas. Abstynent, mlekochlacz, sokowchłaniacz, wodopij, przyszedł napić się z nami. Uznaliśmy, że w tym przypadku naparstek nie pomoże i zaordynowaliśmy ok.100 gramów lekarstwa. My jako jedyni mieliśmy okazję obserwować heroizm Davida, gdy zmagał się z "cieczą" o nieznanym smaku, gdy miał okazję poznać siłę sprawczą, wręcz cudowną moc whisky, wprowadził i wyzdrowiał jak to abstynent. Pozostał jednak nieuleczalnym przypadkiem, żywym dowodem na marność ludzkiej natury ze wszystkimi jej słabościami.
Czas spędzony w Bahar Dar na lenistwie, zwiedzaniu licznych kościołów, poszukiwaniu śladów Arki Przymierza, wyprawie rowerowej do letniej rezydencji nieżyjącego już cesarza Haile Selasie czy dotarcie do wodospadów na Nilu Błękitnym był błogim czasem nicnierobienia. Wyśmienite ryby z jeziora Tana i piwo Tela pite na targu dopełniały uczucia błogości, było super. Lalibela z zespołem 10 niesamowitych klasztorów, Debre Damo z męskim klasztorem na górze gdzie wchodziliśmy po linie, Wukro z pięknymi klasztorami wokół miasta i hotel Africa z oknami zabitymi deskami dopełniały reszty.
We wspomnianym już Aksum udaliśmy się na zwiedzanie licznych stelli oraz łaźni królowej Saby, ukochanej Salomona i matki Menelika, legendarnego założyciela dynastii etiopskiej, pozostały jeno fundamenty. Zaciekawieni opowieściami Sępa wyruszamy na poszukiwanie Wochatego Gogo, jakiejś rzeźby w skale czy malowidła, sami nie wiemy czego. Duuuża atrakcja umiejscowiona koło Aksum. Upał, zmęczenie, brak piwa i rozczarowanie ruinami łaźni sprawia, że robimy sobie z Sępa jaja pytając co chwila o tę duuużą atrakcję i o szczegóły związane z Wochatym Gogo odległym ponoć 4-5km od nas. Mamy dość! Wracamy. Wtedy dochodzi do nas śpiew Davida "Wochate Gogo sialala la, Wochate Gogo sialala la,la,la”. Podchwytujemy motyw, nie wiedząc jeszcze, że uczestniczymy w doniosłym wydarzeniu, że właśnie tworzymy historię. Nie bójmy się wzniosłych słów - tego dnia, 30.03.2003 roku po narodzinach Chrystusa, powstały zręby Arbackiego Gogo. Jeszcze nie wiemy w czym bierzemy udział, jeszcze nie dociera do nas podniosłość chwili, która zmieniła nasze postrzeganie świata, zmieniła grupkę nieznanych sobie osób w GRUPĘ. Doniosłość tego zdarzenia można porównać do obserwacji poczynionych przez Newtona a także do czynu jakiego dopuściła się Ewa zrywając owoc z Drzewa Mądrości. Nie dowiedzieliśmy się czy Wochate Gogo istnieje, czy to malowidło czy rzeźba, nie miało to już znaczenia. Znaczenie tego wydarzenia odsunęło w cień inne wspaniałości pięknego kraju jakim jest Etiopia, nawet kwaśny smak indżery, narodowej potrawy Etiopczyków wydał się niebiańskim hymnem doskonałości a nieliczni przechodnie zamarli w bezruchu. Tak było.
Najciekawsze w Etiopii
Trekking w górach Simen, wczesnochrześcijańskie kościoły, krzyże, księgi
nawet z VI w.n.e., zjawiskowe Etiopki, życzliwi uśmiechnięci ludzie, Lalibela, Debre Damo i Aksum.
Zwiedzajcie Etiopię kraj życzliwych ludzi.
Dzięki Ci Robert (www.annapurna.pl)

